Łańcuszek w mojej ręce, a ja czytam
Zaciski leżą w szufladzie z moimi spinkami do włosów. On wie, w której, i tamtego wieczoru przyniósł je sam: położył na poręczy fotela, łańcuszkiem do mnie, i cofnął się o krok.
Nie prosiłam. Przy kolacji powiedziałam tylko, że po dziewiątej będę czytać i żeby nie zaczynał niczego, do czego potrzebne są ręce. Zrozumiał, jak rozumie zawsze — nie ze słów, tylko z tego, gdzie patrzę. Patrzyłam na szufladę.
Dwa zaciski na krótkim łańcuszku, ze śrubkami, żeby ściskać mocniej albo słabiej. Kupiłam je dwa lata temu i przez pierwszy miesiąc zakładałam luźno. Teraz śrubki są dokręcone tak, że jest mu trudno, i więcej ich nie ruszam: on wie, że to ustawienie jest moje i że jeśli się zmieni, to też zmienię je ja.
— Rozbieraj się. Tutaj.
Zdjął wszystko i usiadł na podłodze u moich stóp, plecami do nogi fotela, twarzą do mnie. Pas cnoty miał od rana i kiedy siadał, stal stuknęła o parkiet. Ten dźwięk lubię bardziej niż dźwięk klucza.
Pierwsza minuta
Pochyliłam się i założyłam pierwszy zacisk. Nie szybko. Najpierw wzięłam sutek w palce, potoczyłam, poczekałam, aż stwardnieje — i dopiero wtedy puściłam sprężynę. Wciągnął powietrze nosem i nie wypuścił go, dopóki nie sięgnęłam po drugi. Drugi jest zawsze gorszy: wtedy już wie, co go czeka.
Podniosłam łańcuszek z jego piersi i owinęłam dwa razy wokół palca wskazującego. Sprawdziłam: kiedy ręka leży na kolanie, jest napięty akurat tak, żeby go czuł. Zaboli, jeśli ruszę ręką. Patrzył na moje palce, nie na twarz.
— Nie ruszać się. Oddychać można.
I otworzyłam książkę.
Przez pierwsze trzy minuty zaciski to prawie nic, sam mi to mówił. Potem zaczyna piec, a około dziesiątej minuty to już równy ból, który nie rośnie i nie odchodzi, i nie ma przed nim ucieczki. Słyszę to po oddechu: najpierw równy, potem z przerwami, potem znów równy, ale głębszy, przez nos. Czytałam i słuchałam go, nie odrywając oczu od strony.
Strona
Między akapitami pociągałam łańcuszek. O centymetr, nie więcej. Nie patrząc. Wciągał powietrze, a stal między jego nogami się poruszała — widziałam to kątem oka i podobało mi się, że nie muszę patrzeć. Wiedział, że mogę pociągnąć w każdej sekundzie, i że nie patrzę, i że książka jest dla mnie w tej chwili ciekawsza niż on. Na tych trzech rzeczach trzyma się cały wieczór.
W dwudziestej minucie powiedział:
— Pani.
— Chciałeś czegoś?
— Nie.
To była cała nasza rozmowa tego wieczoru. Zawołał, żeby sprawdzić, czy tu jestem. Odpowiedziałam, żeby wiedział: jestem i wszystko słyszałam. Nic więcej nie było mu potrzebne, a ja wróciłam do książki.
Dalej jest część, której do dziś trochę się wstydzę, i piszę ją dla tych, które też czytają tak, że zapominają o pokoju. Książka była dobra. Zapomniałam o nim. Nie na minutę: rozdział się skończył, zaczął następny, a podniosłam oczy tylko dlatego, że zdrętwiała mi ręka z łańcuszkiem. Zegar na półce pokazywał za pięć dziesiątą. Siedział tak, jak siedział: plecy do fotela, dłonie na udach, mokra twarz. Nie od łez — od potu, na skroniach i nad górną wargą. Zaciski były założone trzydzieści osiem minut. Nigdy nie trzymałam dłużej niż trzydzieści.
Zdejmowanie
Najostrzejsza chwila to nie zakładanie. To zdejmowanie. Krew wraca do sutka i to boli bardziej niż wszystko przedtem. Tłumaczył mi to w pierwszym roku, a ja nie wierzyłam, dopóki nie spróbowałam na sobie — jeden zacisk, w kuchni, na dwie minuty. Wystarczyło.
Odwinęłam łańcuszek z palca. Zobaczył i zamknął oczy.
— Patrz na mnie.
Otworzył. Zdjęłam pierwszy i wydał dźwięk, którego do dziś nie umiem opisać: coś między jękiem a śmiechem, krótko, przez zęby. Drugiego nie zdjęłam. Trzymałam palce na sprężynie i czekałam. On czekał. Liczyłam w myślach do dziesięciu i przy ośmiu drgnęła mu noga.
— Nie ruszać się.
Przy dziesięciu zdjęłam drugi. Ten sam dźwięk, niżej. I położyłam mu dłoń na piersi, tam, gdzie paliło. Po prostu trzymałam. Skóra pod dłonią była gorąca i mokra, serce biło prosto w rękę. Zsunął się policzkiem na moje kolano i tak został.
— Czemu nie przypomniałeś?
— Czytałaś.
Jedno słowo. Siedziałam z dłonią na jego piersi i myślałam, że przez pięć lat nie powiedział mi nic ważniejszego. Ja zapomniałam o nim, a on o mnie nie zapomniał. Przesiedział w zaciskach osiem minut dłużej, bo byłam ciekawa, jak skończy się rozdział. I nie przypomniał, bo byłam ciekawa.
Noc
Zamknęłam książkę i położyłam ją na poręczy, obok zacisków. Potem rozchyliłam kolana.
Zrozumiał bez słów: uniósł się na kolana między moimi nogami, opuścił głowę. Trzymałam go za kark i czułam, jak pierś z dwoma palącymi punktami przyciska się do moich łydek. Sam się przyciskał. Musiał się o coś ocierać, żeby ból dał się znieść, i ocierał się o mnie. Język był powolny, tak jak go uczyłam: długo dookoła, potem do środka, potem znów dookoła. Nie poganiałam go. Wieczór był mój od samego początku i kończyć go też zamierzałam w swoim tempie.
Pierwszy raz doszłam, patrząc na szufladę ze spinkami: była uchylona, jak zawsze w dni, kiedy mąż zaglądał do niej w ciągu dnia. Drugi — z jego twarzą wciśniętą we mnie i z ręką na jego sutku. Ścisnęłam go w palcach w tej sekundzie, kiedy mnie zalało, a on jęknął mi w skórę i od tego dźwięku zrobiło się jeszcze mocniej.
Pasa nie otworzyłam. On się tego nie spodziewał: u nas jedno z drugim nie ma związku, zaciski nie kupują klucza. Widziałam, jak stal chodziła, kiedy ciągnęłam łańcuszek, i jak ciasno było mu w klatce, kiedy klęczał między moimi nogami. Ból i podniecenie u niego się nie kłócą. Zrozumiałam to dawno i wciąż za każdym razem mnie to dziwi.
Spaliśmy jak zwykle. Rano na jego piersi były dwie ciemne plamy, jednakowe. Dotknęłam ich palcem przy śniadaniu i zamarł z filiżanką w rękach.
— Dziś bez książki.
Kiwnął głową. Zaciski schowałam do szuflady sama i domknęłam ją szczelnie. Niech otworzy.
- Dokręć śrubki raz i nie zmieniaj: ustawienie zacisku jest twoje, nie jego.
- Trzymaj łańcuszek tak, żeby napięcie zależało od twojej ręki, a nie od jego pozycji.
- Nastaw minutnik, jeśli książka jest dobra. Powyżej trzydziestu minut — tylko z twojej decyzji, nie z zapomnienia.
- Zdejmuj po jednym, z przerwą. Patrz mu wtedy w twarz: tam jest wszystko, po co to robiłaś.
- Nie otwieraj pasa po zaciskach. Ból nie kupuje klucza i on musi to wiedzieć.
— Wera
Tematy: Femdom w zwyczajnym małżeństwie · Męska czystość
Przewodnik na 79 rozdziałów — dla niej i dla niego
Wszystko, o czym piszę w opowiadaniach, rozłożone na czynniki pierwsze: jak wejść w rolę, jak utrzymywać władzę przez codzienne życie, jak nie wypalić się — i 37 rozdziałów dla niego o tym, jak służyć tak, żeby Wam było lekko.
Więcej z opowiadań

Pół godziny, kiedy nie wolno mu przerwać
Środa, ja w płaszczu na taborecie i dwa słowa: „Pół godziny”. Minutnik na szafce, książka w ręce, on między moimi nogami w pasie, dwie zasady.

Cofnęłam dłoń w ostatniej sekundzie
Raz w miesiącu zdejmuję pas, doprowadzam męża do krawędzi i cofam dłoń sekundę wcześniej. Jak wygląda zrujnowany orgazm, za co mówi „dziękuję” i czemu potem…

Dłoń na karku
Uprząż, dywan, mąż na kolanach w pasie cnoty. Rytm nadaję dłonią na karku, zatrzymuję się i liczę do trzydziestu, na „za głęboko?” odpowiadam „sam…