Piętnaście minut po naczyniach
Strapon położyłam na stoliku przy fotelu jeszcze rano, przed pracą. Nie schowałam — położyłam, tak jak kładzie się książkę, którą zamierza się czytać wieczorem. Zobaczył go, kiedy przynosił mi kawę, i o nic nie zapytał. Ja też nie.
Wróciłam po ósmej. Buty przy progu, torebka na krzesło, czajnik już szumiał — nastawia go, kiedy słyszy windę. Kolacja stała na stole, zjadłam, on stał przy kuchence i czekał. Potem zmywał, a ja przebrałam się w domowe i usiadłam w fotelu. Stolik po prawej, strapon na nim, obok filiżanka.
Wytarł ręce, wyszedł z kuchni i zatrzymał się w drzwiach.
— Tutaj.
Podszedł. Wskazałam podłogę przed fotelem i uklęknął. Bez pytania. Pytać przestał jakieś trzy lata temu, kiedy zrozumiał, że pytanie niczego nie zmienia. Wzięłam strapon ze stolika — bez uprzęży, sam silikon na płaskiej podstawie — i postawiłam go sobie na kolanie, między nogami, podstawą na materiale spodni. Trzymałam ręką, tak jak trzyma się filiżankę.
— Piętnaście minut. Minutnik w telefonie. Potem idziesz dokończyć kuchnię.
Po co to, wyjaśnię raz. Przez ostatni rok wszystko, co robił ustami, kończyło się tym, że chciałam go dalej — dłoń na karku, sypialnia, potem ja. Nauczył się tego i zaczął się starać dla tego „potem”. Dobrze się starać. Musiałam oddzielić jedno od drugiego: żeby usta pracowały nie dlatego, że mam ochotę, tylko dlatego, że przyszła pora. Jak zmywanie. Naczyń nie zmywa po to, żebym miała ochotę.
Minutnik
Spojrzał na telefon w mojej ręce, na silikon, potem na mnie. Otworzył usta i wziął. Nie tak jak za pierwszym razem, dwa lata temu, kiedy zahaczał zębami i czerwienił się z tego powodu bardziej niż z powodu samej rzeczy. Teraz — równo, wargami, do połowy, i zatrzymał się, czekając, co powiem dalej.
Nie powiedziałam nic. Wzięłam filiżankę do lewej ręki, upiłam łyk i otworzyłam książkę na podłokietniku. Czekał z dziesięć sekund, patrząc na moje ręce, nie na twarz. Potem zrozumiał i zaczął poruszać się sam — powoli, w dół i w górę, płytko. Czytałam. Stronę przewróciłam, kiedy ją skończyłam, a nie kiedy zrobił coś szczególnego. Zauważył to: przy szeleście papieru rytm mu się zachwiał i wyrównał.
To jest praktyka, o której piszę ten wpis. Żadnej penetracji, żadnej mojej dłoni na jego karku. Pas cnoty na nim zamknięty, na mnie nic nie rozpięte. On wykonuje ustami pracę, której nikt nie nadzoruje, i wykonuje ją przez piętnaście minut, bo tak zostało powiedziane. W sypialni poruszam nim sama i to jest co innego. Tutaj porusza się sam, a ja piję herbatę.
W piątej minucie się zatrzymał. Podniosłam oczy znad książki. Trzymał silikon w ustach, nie ruszając się, i patrzył na mnie z dołu. Czekał: dość? dalej? Wróciłam do strony. Po kilku sekundach ruszył dalej.
Oddech mu się zmieniał — słyszałam to lepiej, niż widziałam. Najpierw nosem, równo. Około dziesiątej minuty z krótkim dźwiękiem przy każdym ruchu w dół, bo szczęka się zmęczyła i trzymał usta otwarte już nie mięśniami, tylko uporem. Ślina pociekła po podstawie na moje spodnie. Ciepła, potem zimna. Nie przesunęłam kolana.
Pytanie
W dwunastej minucie puścił silikon, nabrał powietrza i zapytał, patrząc w podłogę:
— Co wieczór?
— Po naczyniach. Piętnaście minut.
— A jeśli będziesz zmęczona?
— To ja będę czytać, a ty robić.
Skinął głową i wziął znowu. Zrozumiałam, o co pytał. Nie o siebie. O to, czy musi to robić, kiedy mnie się nie chce. Wcześniej wszystko, co robił ustami, było dla mnie: ja chciałam, on robił. Teraz siedziałam z książką i to, czy chciałam, czy nie, nie miało znaczenia. Przez to zrobiło mu się trudniej, widziałam: ramiona opadły, ruchy stały się krótsze. I nie przestał.
Minutnik zadzwonił na stoliku. Nie puścił od razu — czekał, co powiem. Zamknęłam książkę.
— Koniec.
Puścił, usiadł na piętach, wytarł usta wierzchem dłoni. Szczękę trzymał rozluźnioną jeszcze pół minuty, rozruszał ją. Wargi miał czerwone, broda mu błyszczała. Patrzyłam na to tak, jak patrzę na wytartą kuchenkę: zrobione. Podałam mu silikon.
— Umyć i wysuszyć. Potem kuchnia.
Wstał — kolana mu strzeliły — i poszedł. Słyszałam wodę w kuchni, potem ręcznik, potem znów wodę: domywał garnek, do którego wcześniej nie zdążył. Doczytałam rozdział. Spodnie na kolanie zostały mokre, nie przebierałam się. Niech wyschną same.
Następnego wieczoru
Rano przyniósł kawę jak zwykle. Stolik był pusty i oboje na niego spojrzeliśmy — on pierwszy, ja za nim. Ani słowa. Wieczorem położył strapon na stoliku, zanim weszłam do pokoju. Podstawą w dół, silikonem do mnie, tak jak trzymałam go dzień wcześniej. Obok stała filiżanka herbaty i leżała moja książka, z zakładką na właściwej stronie. Stał przy kuchni ze ścierką i czekał, aż usiądę.
Usiadłam, wzięłam filiżankę i nie sięgnęłam po silikon — spojrzałam na niego, a on uklęknął sam. Wziął go ze stolika sam, postawił mi na kolanie sam, przytrzymując jedną ręką. Włączyłam minutnik.
Tamtego wieczoru nie pytał o nic. W siódmej minucie zatrzymał się, spojrzał, przewróciłam stronę — i ruszył dalej. Ślina na spodniach, strzelające kolana i garnek potem. Wszystko to samo, tylko bez pytań. Po tygodniu przestał zatrzymywać się w połowie. Po miesiącu zorientowałam się, że nie pamiętam, kiedy ostatni raz sama włączyłam minutnik.
Przez te wszystkie wieczory ani razu nie otworzyłam pasa. To nie jest wieczór dla niego. To jego piętnaście minut dla mnie, nawet jeśli w tym czasie czytam o czymś zupełnie innym.
- Połóż zabawkę rano na widocznym miejscu i nie tłumacz. Niech dzień minie z nią na stoliku.
- Czas mierz minutnikiem, nie nastrojem. On pracuje, aż zadzwoni, a nie dopóki cię to ciekawi.
- Czytaj. Nie patrz na niego, nie chwal, nie poprawiaj. Twoja nieuwaga jest tym ćwiczeniem.
- Mycie i suszenie należą do niego, zaraz po. Rytuał kończy się kuchnią, nie rozmową.
- Pasa nie otwieraj. To służba, nie gra wstępna.
— Wera
Tematy: Strapon, pegging i noc, gdy role się odwróciły · FLR
Przewodnik na 79 rozdziałów — dla niej i dla niego
Wszystko, o czym piszę w opowiadaniach, rozłożone na czynniki pierwsze: jak wejść w rolę, jak utrzymywać władzę przez codzienne życie, jak nie wypalić się — i 37 rozdziałów dla niego o tym, jak służyć tak, żeby Wam było lekko.
Więcej z opowiadań

Klamerki i wystygła herbata w kuchni
Dwie drewniane klamerki z półki z herbatą, mąż na kuchennym krześle, ja piję herbatę i nie patrzę.

Pasek pod koszulą na rodzinnym obiedzie
Skórzany pasek pod kołnierzykiem koszuli, założony na moje słowo przed obiadem u moich rodziców.

Lody na rogu i cichy sygnał
Dziesięć dni nad morzem z mężem w klatce: dwa okrążenia wokół mola, lody topiące się na jego rękę, kieliszek nóżką do niego.