Gabinet Wery · Rozdziały przewodnika · Dla Pani
Dla Pani · Podstawy · rozdział 8 z 44

Czy FLR naprawdę wzmacnia małżeństwo? Najczęstsze pytania

Czy FLR naprawdę wzmacnia małżeństwo? Najczęstsze pytania

Sama początkowo wierzyłam we wszystkie przekonania, które teraz Cię przerażają — i niemal wszystkie okazały się nieprawdziwe. Poniżej zebrałam najczęstsze pytania i szczere odpowiedzi. Nie musisz czytać po kolei. Zacznij od tego, co Cię gryzie.

Czy takie małżeństwa są trwalsze niż zwykłe?

Trwalsze — ale nie dzięki pasowi i batowi, tylko dlatego, że spełniają trzy warunki, które w zwykłym małżeństwie rzadko bywają spełnione. Pierwszy: wszystko zostało omówione. Taka para przepracowała to, o czym większość ludzi milczy przez całe życie: kto decyduje, czego każde z nich się wstydzi, co ich podnieca, co robić, gdy ona jest zmęczona. Największe holenderskie badanie par żyjących w relacji z wymianą władzy — przeprowadzone na ponad dziewięciuset osobach — pokazało, że łączy je silniejsza więź, odczuwają mniej lęku i czerpią większą satysfakcję z relacji niż osoby z grupy kontrolnej. Nie chodzi o bat. Ci ludzie po prostu umieją się dogadywać.

Drugi: jego główna potrzeba jest zaspokajana w domu. Zwykłe małżeństwo z takim mężem oznacza życie z tajemnicą: telefon, spotkania z obcą kobietą za pieniądze, poczucie, że żona go „nie zna”. Każda taka tajemnica to pęknięcie. Tutaj tajemnicy nie ma, a cała energia, która wcześniej znajdowała ujście gdzie indziej, wraca do Ciebie. Trzeci: struktura, a nie nastrój. Pas, rytuały i umowa działają także w gorszym miesiącu, kiedy uczucia przygasają. Zwykłej parze zostaje wtedy tylko: „trzeba porozmawiać”.

Powiem też szczerze, kiedy bywa odwrotnie: takie małżeństwa rozpadają się wtedy, gdy dynamika jest jednostronna — ona ciągnie wszystko na siłę, a on naciska i pogania. Wtedy wypalenie przychodzi w ciągu roku. Dlatego w tym przewodniku tyle piszę o Twoich prawach, o przerwach i o tym, żebyście oboje czerpali z tego satysfakcję.

Siła nie tkwi w samej grze, tylko w tym, że oboje chcecie brać w niej udział.

„Jeśli lubi bieliznę, strap-on i feminizację — to gej”

Nie. Orientacja dotyczy tego, kogo pragnie, a on pragnie Ciebie: w tych praktykach podnieca go Twoja władza i własny wstyd przed kobietą, nie męskie ciało. Gej nie marzy o żonie z kluczem. Pegging nie oznacza, że „bierze go mężczyzna” — bierzesz go Ty, a cały sens tkwi w tym, kto dominuje, nie w tym, co gdzie wchodzi. Nie ma żadnego „przechodzenia na drugą stronę”: przez pięć lat mój mąż nie zaczął pragnąć mężczyzn ani odrobinę — za to zaczął pragnąć mnie jeszcze mocniej.

„On jest chory, to trauma, potrzebuje psychologa”

To stały wzorzec pobudzenia, taki jak u kogoś, kogo podniecają piersi czy nogi. Seksuolodzy nie uznają takich praktyk za zaburzenie, jeśli udział w nich jest dobrowolny i nie niszczą życia. Mężczyźni z taką potrzebą to zwykle ludzie bardzo poukładani i skuteczni w działaniu — właśnie dlatego czasem potrzebują odpoczynku od sprawowania kontroli. Psycholog nie jest potrzebny temu, kto o to poprosił. Jest potrzebny temu, kto przez dziesięć lat milczał i się ukrywał. Ty właśnie go od tego uwolniłaś.

„Karanie oznacza bicie. Stanę się agresorką”

Przemoc to działanie wbrew czyjejś woli. Tutaj on sam o to poprosił, sam podpisał umowę, ma ustalone słowo bezpieczeństwa, po którym wszystko się zatrzymuje, a po karze mówi: „dziękuję, Pani”. Żaden z tych elementów nie występuje w przemocy.

Różnica nie tkwi w sile uderzenia, tylko w tym, kto zdecydował, że do niego dojdzie.

„Będę musiała robić mu krzywdę i być zła”

Nie będziesz. Władzę podtrzymuje codzienność, nie sceny: klucz na Twojej szyi, poranne „dzień dobry, Pani”, jego talerz podany dopiero po Twoim. Ból to tylko jedna z praktyk i możesz nigdy z niej nie korzystać. Tak naprawdę nie potrzeba złości, tylko opanowania: chłód działa mocniej niż krzyk i kosztuje Cię znacznie mniej.

„On nie chce mnie, tylko Pani z filmiku”

Jest zamknięty w pasie, a całe nagromadzone w nim pragnienie skupia się na jednej kobiecie — na Tobie. Nie ma żadnej innej w zapasie. W tym, co latami oglądał w telefonie, nie chodziło o inną kobietę, tylko o Ciebie — choć nie potrafił Ci tego powiedzieć. Teraz powiedział.

„Czyli zwykły seks ze mną nie był tym, czego chciał”

Nie — był niepełny. Starał się być „normalny”, żeby Cię nie przestraszyć, i czerpał z bliskości tylko połowę tego, czego pragnął. Niczego nie zrobiłaś źle. Po prostu nie znałaś tej drugiej połowy, bo ją ukrywał. Teraz już o niej wiesz — a zwykły seks nigdzie nie zniknie. Będzie tylko rzadszy, a przez to cenniejszy.

„W pasie nie będzie mógł się podniecić — to szkodliwe”

Nie będzie — i o to właśnie chodzi. Przy nocnej erekcji członek napotka opór kratki, a on się obudzi i przypomni sobie, do kogo należy. To nieprzyjemne, ale bezpieczne. Pas szkodzi tylko wtedy, gdy jest źle dobrany: jeśli rano pojawia się obrzęk — jest za ciasny, jeśli członek się wysuwa — za luźny. Do higieny wystarczą codzienny prysznic i patyczek kosmetyczny. Nic trudnego. O doborze pasa przeczytasz w rozdziale „Atrybuty”.

„Stanie się mięczakiem — w pracy, wśród ludzi”

Wręcz przeciwnie. Mężczyzna, który w domu oddał kontrolę, poza domem jest bardziej skoncentrowany: nie musi niczego udowadniać, bo najważniejsze już zostało rozstrzygnięte. Nikt postronny niczego nie widzi — ani pasa pod spodniami, ani obroży pod kołnierzykiem, ani tego, że wczoraj płakał u Twoich stóp. Widzisz to tylko Ty — i to też jest częścią przyjemności.

„Trzeba to robić codziennie, inaczej nie ma sensu”

To zawsze ma sens — pas działa, nawet kiedy śpisz. Sceny odbywają się wtedy, kiedy Ty chcesz: raz w tygodniu, raz w miesiącu albo nigdy. Twoje „nie dzisiaj” niczego nie unieważnia i nie wymaga tłumaczeń. O tym przeczytasz w osobnym rozdziale — „Prawo Pani”.

„Jeśli odmówię — on po prostu przestanie o tym myśleć”

Nie przestanie. Potrzeba nie znika — szuka ujścia tam, gdzie zostanie przyjęta. Mężczyźni, którzy nie potrafili otworzyć się przed żoną, chodzą do zawodowych domin: na godzinę, za pieniądze, do obcego mieszkania, według cennika, po kryjomu. Znam takich. Ich żony są pewne, że mają „zwykłego męża”, i nie podejrzewają, że jego oddanie, jego wstyd i połowa pensji trafiają do kobiety, dla której jest klientem numer czterdzieści. Dostaje tam dokładnie to, o co prosił Ciebie — tylko bez miłości i z ryzykiem, że pewnego dnia wszystko wyjdzie na jaw. To, z czym dziś do Ciebie przyszedł, jest szansą, żeby wszystko zostało w domu: władza, klucz, pieniądze i mężczyzna na kolanach — u Ciebie, a nie u obcej.

„Jeśli spróbujemy i mi się nie spodoba — wszystko się zepsuje”

Nic się nie zepsuje. Przewodnik to menu, nie program do zrealizowania: wybierasz to, co Ci odpowiada, a resztę zostawiasz. Jeśli nic się nie sprawdzi — po prostu porozmawiacie ze sobą szczerzej, niż większość par rozmawia przez całe życie. I już to nie pójdzie na marne. A jeśli choć jedna rzecz przypadnie Ci do gustu — będziesz wiedziała, gdzie szukać dalej.

Sedno: przewodnik to menu, nie egzamin. Bierz to, co w tobie rezonuje, resztę zostaw. Jedyna obowiązkowa praktyka to szczera rozmowa — a tę już odbyliście.

PoprzedniKontrakt FLR – zasady na papierzeNastępnyAnatomia pragnienia: pas cnoty, kara i służba

W pobliżu w tej książce

Podstawy

Po co mu to i co Wy zyskujecie w FLR

Podstawy

Przewodnik dla Pani – podstawy kobiecej dominacji

Podstawy

Twoja przyjemność w centrum – podstawa FLR

— Wera