Kreska pod spodniami i telefon z banku
Stringi położyłam na jego wyprasowanej koszuli. Czarne, cienkie, z koronką z przodu. Wyszedł spod prysznica, zobaczył je i zatrzymał się z ręcznikiem w rękach.
— Dziś to zakładasz. Do twoich rodziców.
— Pod spodnie?
— A gdzie indziej.
Do jego rodziców jeździmy raz w miesiącu, w niedzielę, na zupę i kotlety. Tam jest synem: rozmawia z ojcem o samochodzie, słucha matki o ciśnieniu, siedzi na swoim miejscu przy oknie. Nie wybrałam tego dnia przypadkiem. W domu łatwo mu być moim — nikt nie patrzy. Chciałam zobaczyć, jaki będzie tam, gdzie trzeba trzymać fason.
Zakładał przy mnie. Koronka położyła się na stali — pas nosi trzeci rok i pod cienkim materiałem zamek odznaczył się od razu, jak kamyk w skarpetce. Podeszłam, wzięłam sznureczek z tyłu w dwa palce i podciągnęłam, żeby leżał ciasno. Wypuścił powietrze nosem.
— Spodnie.
Pod spodniami nie widać nic. Tylko ja wiedziałam, że idzie teraz trochę inaczej — krótszy krok, prostsze plecy.
W samochodzie zapytał, patrząc na drogę:
— A jeśli zauważą?
— Kto? Twoja matka patrzy w talerze, ojciec w telewizor. Zauważyć mogę tylko ja. I zauważę.
Kiwnął głową i do samego domu więcej się nie odezwał. Na światłach widziałam, jak przesuwa się na siedzeniu, i nie pomagałam.
Przy stole
W windzie stanął przed lustrem i poprawił kołnierzyk. Nie patrzyłam na kołnierzyk, tylko na to, jak przestępuje z nogi na nogę.
— Stój prosto.
Znieruchomiał. Drzwi się otworzyły.
U rodziców wszystko było jak zawsze: obrus w kratkę, telewizor bez dźwięku, ojciec w fotelu, matka z chochlą. Usiedliśmy obok siebie, on przy oknie, ja po lewej. Przez pierwsze pół godziny go nie dotykałam. Niech przywyknie do krzesła, do rozmowy, do tego, że matka pyta o pracę, a on odpowiada, i koronka przy każdym słowie przypomina, kto go tu posadził.
Potem położyłam rękę na jego kolanie pod obrusem. Nie ścisnęłam — po prostu położyłam. Dalej rozmawiał z ojcem o zimowych oponach, ale zdanie skończył pół tonu wyżej.
Kiedy matka poszła po drugie danie, wstałam pomóc, a w drodze powrotnej przeszłam za jego krzesłem i, niby poprawiając koszulę, zaczepiłam palcem sznureczek nad paskiem spodni. Podciągnęłam o centymetr. Odłożył widelec.
— Czemu tak prosto siedzisz? — spytała matka, stawiając talerz. — Plecy?
— Wszystko dobrze, mamo.
Głos równy. Uszy czerwone. Nie zauważyła: miała kotlety na głowie.
Po drugim daniu ojciec zawołał go, żeby przesunąć komodę w sypialni: „Matka prosi od miesiąca”. Wstał, a ja poszłam za nim — postać w drzwiach. Komoda była ciężka. Przykucnął, chwycił, podniósł, i widziałam po twarzy, jak przy każdym kroku sznureczek robi swoje. Ojciec komenderował: „W lewo. Jeszcze”. Mąż niósł i słuchał ojca, a patrzył na mnie. Kiedy postawili, powiedziałam: „Dobrze”, a ojciec uznał, że to do niego.
Telefon
Przy herbacie zadzwonił jego telefon. Bank, w sprawie kredytu: od miesiąca czekaliśmy na odpowiedź co do oprocentowania. Przeprosił, wyszedł do przedpokoju. Odczekałam minutę i wyszłam za nim — po telefon z płaszcza, gdyby ktoś pytał.
Stał przy wieszaku, plecami do mnie, i mówił dorosłym głosem: okres, procent, dokumenty do piątku. Tym głosem, którym mówią mężczyźni w garniturach. Podeszłam od tyłu, wsunęłam dłoń pod pasek i wzięłam sznureczek w pięść.
Nie zaciął się. Powiedział „tak, rozumiem”, powiedział „to nam odpowiada”. Trzymałam i słuchałam. Podobało mi się, jak to brzmi razem: oprocentowanie kredytu i koronka naciągnięta moją ręką.
— Trzymaj głos — powiedziałam w jego kark, bardzo cicho.
Wysłuchał do końca, podziękował, rozłączył się i przez minutę stał, nie odwracając się.
— Przyznali — powiedział.
— Słyszałam. Dobrze mówiłeś.
Puściłam sznureczek, obciągnęłam mu koszulę z tyłu i pierwsza wróciłam do herbaty.
Do herbaty matka postawiła ciasto i położyła mu podwójny kawałek: „Jedz, schudłeś”. Jadł. Pod stołem przesunęłam stopą po jego kostce i patrzyłam, jak żuje wolniej.
W przedpokoju na pożegnanie objęła go mocno, jak syna, i jej dłoń trafiła dokładnie tam, gdzie pod koszulą był sznureczek. Nie drgnął. Stałam z płaszczem w rękach i myślałam: ona obejmuje syna, a wypuszcza mojego.
W domu
W samochodzie nie rozpiął paska, choć widziałam, że chciał. W domu, w przedpokoju, sięgnął do sprzączki — powiedziałam: „Stój”. Zdjęłam buty, powiesiłam płaszcz, potem podeszłam i rozpięłam sama. Spodnie w dół. Koronka z przodu pociemniała od potu, sznureczek z tyłu wciął się w skórę i zostawił kreskę. Stal pod materiałem była ciepła.
— Stój tak.
Stał w przedpokoju w koszuli, w moich stringach, i patrzył w ścianę. Obeszłam go, obejrzałam kreskę z tyłu, przesunęłam po niej palcem.
— Trzy godziny. Twoja matka, twój ojciec, bank. I nikt nie wiedział, czyj jesteś.
— Kiedy zadzwonili, myślałem, że nie dam rady mówić.
— Dałeś.
Stringi zdjęłam z niego sama i podałam mu do rąk.
— Wypierz. Ręcznie, teraz. Na następny raz mają być czyste.
— Następny?
— Do banku pojedziesz podpisać osobiście. W nich.
Poszedł do łazienki. Słyszałam wodę i słyszałam, jak milczy. Potem woda ucichła i powiedział przez drzwi:
— Dziękuję.
— Za co?
— Że wyszłaś do przedpokoju. Sam bym tej rozmowy nie wytrzymał.
Nie odpowiedziałam. Wiedział, że słyszałam. Pasa tego wieczoru nie otworzyłam: to nie był taki wieczór i on o tym wiedział. Herbatę zaparzył on, kiedy wyszedł — z kreską od sznureczka, która do rana zniknęła.
- Wybierz wieczór, na którym musi trzymać fason: u rodziców, na kolacji ze znajomymi. W domu posłuszeństwo przychodzi zbyt łatwo.
- Jeden sygnał na pół godziny — ręka na kolanie, sznureczek, pół zdania. Więcej nie trzeba: i tak przez cały wieczór myśli tylko o tym.
- Jeśli wypadnie telefon, praca, poważna rozmowa — nie wycofuj się. Wtedy właśnie poczuje, że jesteś z nim nawet tam.
- W domu nie pozwól mu rozebrać się samemu. Zdejmij sama, pokaż mu ślad, powiedz na głos, ile godzin był twój.
- Bieliznę pierze sam, ręcznie. To zamyka wieczór i otwiera następny.
— Wera
Tematy: Femdom w zwyczajnym małżeństwie · FLR
Przewodnik na 79 rozdziałów — dla niej i dla niego
Wszystko, o czym piszę w opowiadaniach, rozłożone na czynniki pierwsze: jak wejść w rolę, jak utrzymywać władzę przez codzienne życie, jak nie wypalić się — i 37 rozdziałów dla niego o tym, jak służyć tak, żeby Wam było lekko.
Więcej z opowiadań

Sukienkę na pierwszy wieczór zapiął mąż
Mój pierwszy wieczór jako hotwife: mąż zapiął sukienkę i buty, klucz od pasa wisiał na mojej szyi, a ja pojechałam do innego.

Dwie kartki ze starej drukarki i gość w naszym łóżku
Przed pierwszym gościem dałam mężowi do podpisania warunki: osiem punktów, słowa hotwife, bull, stag, kukold i klucz u mnie.

Dziewiętnaście punktów i krem do stóp
Trzy tygodnie zbierał punkty w moim notesie. Wyszło dziewiętnaście, powiedziałam to na głos — a on przyniósł krem do stóp.